Wynagrodzenie minimalne – refleksje

 REFLEKSJE na temat „OCENY FUNKCJONOWANIA USTAWY O MINIMALNYM WYNAGRODZENIU ZA PRACĘ”

(zawartej w druku nr 1064 V Kadencji Sejmu)

Ustawa o minimalnym wynagrodzeniu za pracę (z dnia 10.10.2002 r. Dz.U. nr 200, poz. 1679 ze zm.) szczegółowo opisuje procedurę ustalania poziomu najniższego wynagrodzenia. W wyniku zastosowania tej procedury otrzymujemy odpowiedź na pytanie jaki (w danym roku) powinien być poziom najniższych płac. Okazuje się jednak, że procedura ta jest niezbyt racjonalnie uzasadniona, opiera się bowiem na przesłankach niewiele mających wspólnego z tym fragmentem rzeczywistości, który przez ustawę jest regulowany. Strajki organizowane przez kolejne grupy zawodowe, pod hasłami podwyżek płac, są najlepszym dowodem, że system płac w Polsce wymaga pilnej rewizji.

Można przypuszczać, że Sejm uchwalając przedmiotową ustawę – widząc jej niedoskonałości – przewidywał możliwość stosunkowo szybkiej nowelizacji, bowiem zobowiązał Prezesa Rady Ministrów do przedstawienia oceny jej funkcjonowania już po upływie trzech lat od uchwalenia. „Ocena…” została przedstawiona Sejmowi przez Prezesa Rady Ministrów Jarosława Kaczyńskiego dnia 18.10.2006 roku i po kilku miesiącach (30.03.2007 r.) Sejm zdecydował, że ustawa nadal obowiązuje.

Ocena funkcjonowania ustawy… została ukierunkowana na:

(1) – analizę kształtowania się relacji minimalnego wynagrodzenia do poziomu wynagrodzeń w gospodarce narodowej,

(2) – informację o liczbie pracowników otrzymujących minimalne wy-nagrodzenie,

(3) – analizę związku między wysokością minimalnego wynagrodzenia a sytuacją na rynku pracy

Już sam dobór powyższych „kryteriów” wskazuje na potrzebę „rozeznania sytuacji”, a nie na konieczność stwierdzenia, czy ustawa umożliwia osiągnięcie przez minimalne wynagrodzenie poziomu równego (co najmniej) kosztom utrzymania, czy też wymaga nowelizacji. W efekcie „Ocena…” stała się okazją do erudycyjnego popisu jej Autorów, a tylko „mimo woli” pojawiły się w niej stwierdzenia dotyczące istoty sprawy. Oto niektóre z nich:

● „Głównym miernikiem poziomu minimalnego wynagrodzenia jest jego relacje do płacy przeciętnej”

Zwolennicy takiego sposobu określania poziomu minimalnego wynagrodzenia przyjmują fałszywe założenie, że wynagrodzenie przeciętne jest wielokrotnością niezbędnych kosztów utrzymania polskiej rodziny pracowniczej. W rzeczywistości nawet tradycyjnie obliczone minimum socjalne dla czteroosobowej rodziny (w roku 2005, kiedy Ocenę… przygotowywano) było wyższe o prawie 1000 złotych od wynagrodzenia przeciętnego!! (Dzisiaj ta różnica jest prawie dwukrotnie wyższa). Zatem główny parametr, mający istotny wpływ na ustalanie poziomu minimalnego wynagrodzenia nie może być w ogóle brany pod uwagę – a tym bardziej jego połowa, do której minimalna płaca ma się zbliżyć dopiero za kilka lat!!

● „Oponenci podwyższenia minimalnego wynagrodzenia (…) wysuwają argument, że zwiększy ono koszty pracy i spowoduje redukcję zatrudnienia, powiększając bezrobocie” .

Koszty pracy zależą głównie od wysokości podatków oraz obowiązkowych składek na ubezpieczenie społeczne i zdrowotne. Faktem jest, że w tych dziedzinach potrzebne są zasadnicze zmiany. Ale nie można nie zdawać sobie sprawy z tego, że zbyt niskie płace w rzeczywistości powiększają bezrobocie, bowiem aby pokryć niezbędne koszty utrzymania, więcej osób w rodzinie musi z konieczności poszukiwać pracy. Skutek jest oczywisty – większa liczba bezrobotnych.

● „Kwestia relacji pomiędzy minimalnym wynagrodzeniem a kosztami utrzymania jest określona w dokumentach Rady Europy, które zakładają, że płaca minimalna powinna wystarczać na utrzymanie czterech osób. Wskaźnik ten dla Polski jest (…) nieosiągalny” .

Argumentacja tego typu powtarza się od dziesiątków lat ! Już w roku 1973 Andrzej Tymowski pisał w jednej z pierwszych publikacji na temat minimum socjalnego (wcześniej ten temat był u nas zakazany): „W praktyce osoba pracująca ma na utrzymaniu rodzinę. Powstaje problem, czy minimalna płaca musi wystarczyć na utrzymanie rodziny? Niewątpliwie na obecnym etapie rozwoju naszego kraju (…) nie jest to jeszcze możliwe”.

Nieuzasadnione jest dzisiaj powielanie utartych sposobów argumentowania chociażby dlatego, że obecnie (jak stwierdzono w Ocenie…) np.:

● „,..wydajność pracy w stosunku do krajów Europy Zachodniej jest w Polsce relatywnie wyższa, aniżeli różnice w poziomie płac” .

W „Ocenie” potwierdzono ponadto inną ważną prawdę (która do polityków i ekonomistów jakoś nie może dotrzeć), mianowicie że:

● „…rozwój gospodarczy nie wymaga niskich płac, przeciwnie – wysokie płace, zwiększając popyt na towary, sprzyjają rozwojowi i motywują do lepszej pracy”.

Tym samym podważona została racjonalność innej powszechnej opinii ekonomistów (głównie politycznych), że podwyżki płac – nawet w warunkach przeładowanego towarami rynku – zwiększają inflację! Ostatnie wzrosty cen (np. benzyny) są skutkiem zdarzeń i decyzji, które z podwyżkami płac nie mają nic wspólnego.

Najistotniejsze „uchybienia” metodologiczne „Oceny…” wyeksponowane są dwukrotnie w następujących stwierdzeniach, na początku:

● „Jednym z podstawowych zagadnień dotyczących minimalnego wynagrodzenia jest pytanie, jakie funkcje pełni ta kategoria i dlaczego właśnie wynagrodzenie to stało się podstawą tak szerokich uregulowań prawnych i konwencji międzynarodowych oraz przedmiotem interwencji rządów różnych państw” ,

– oraz we wnioskach:

● „… nie należy traktować minimalnego wynagrodzenia jako kategorii wyodrębnionej z całokształtu polityki płac. Dlatego też przy ustalaniu minimalnego wynagrodzenia należy nadal posiłkować się relacją do płacy przeciętnej…”

Kwestionowanie sensu istnienia tej kategorii prawnej jest dowodem niezrozumienia jej rangi (przy okazji warto przypomnieć, że celowość wyodrębnienia minimalnego wynagrodzenia z systemu płac sformułowała w 1928 roku Międzynarodowa Organizacja Pracy). Troska międzynarodowych organizacji (z Organizacją Narodów Zjednoczonych włącznie) i rządów cywilizowanych państw Świata wynika z tego, że minimalne wynagrodzenie – czyli najniższy poziom dochodów z pracy musi mieć racjonalną podstawę, pozbawioną elementów dowolności i arbitralności, które są integralnie związane z grą podaży i popytu na rynku pracy. Praca jednak nie jest towarem. Od dziesiątków lat prawo do godziwego wynagrodzenia za pracę stało się integralną częścią uznawanych powszechnie praw człowieka. Co więcej, nawet procedury demokratyczne – jak np. głosowanie, ugoda, porozumienie czy podobne sposoby podejmowania decyzji odnośnie poziomu najniższych, gwarantowanych ustawą wynagrodzeń – muszą ustąpić przed ustaleniami nauk, które określają jednoznacznie minimalne potrzeby ludzkich organizmów i rodziny pracowniczej.

Najniższe wynagrodzenie musi wystarczyć na pokrycie potrzeb egzystencjalnych (wyżywienie) oraz cywilizacyjnych (utrzymanie mieszkania, odzież, lekarstwa, środki higieny i elementarna edukacja). Nikt poważny nie będzie próbował bronić tezy, iż w wyniku konfrontacji podaży i popytu na rynku pracy albo w wyniku arbitralnej decyzji politycznej, czy też podjętej w demokratycznej procedurze porozumienia lub głosowania, można ustalić ile powietrza, wody czy pożywienia potrzeba aby utrzymać pracownika i jego rodzinę w zdrowiu oraz pożądanej kondycji fizycznej i społecznej!! Zbadanie, opisanie i normalizacja tego typu potrzeb nie należy ani do pracowników, czy związkowców, ani do pracodawców, a przede wszystkim nie należy do polityków! To jest zadanie dla naukowców, badających naszą ludzką naturę oraz potrzeby naszych organizmów. W zasadzie już dawno wykonane i upowszechnione! (np. w dziedzinie kalorymetrii i fizjologii żywienia pionierami badań byli: A. Lavoisier (1743-1794), J.R. Mayer (1814-1879), M. Pettenkofer (1818-1901), K.Voit (1831-1908), M. Rubner (1854-1932), M. Foster (1836-1907), F.G. Hopkins (1861-1947), a w Polsce Aleksander Szczygieł (1906-1983)).

Dokładnie wiadomo, jak chronić ludzi przed głodem, jak zapewnić rodzinie szansę przeżycia i prawidłowego rozwoju. Natomiast w „Ocenie…”, po stwierdzeniu tragicznego w swej wymowie faktu, że:

… wynagrodzenie w Polsce nie zawsze wystarcza nawet na utrzymanie pracownika…”

– ktoś dopisał niczym nie udokumentowane „usprawiedliwienie”:

● „Należy jednak pamiętać, że wynagrodzenie nie jest jedynym dochodem rodziny” (!!)…

…a jakie są jeszcze dochody? Pomoc charytatywna? Zbieranie złomu? Penetracja śmietników?! A może praca „na czarno”, czy dochody z innej działalności przestępczej? Nieco dalej czytamy:

● „Nie oznacza to odejścia od zasady, że wysokość minimalnego wynagrodzenia ma wystarczyć na utrzymanie co najmniej jednej osoby w rodzinie, ale odsuwa ją (tę zasadę HL) na płaszczyznę analityczną, a nie decyzyjną”.

Zatem, takie pojęcia, jak: koszty utrzymania, minimum egzystencji,minimum socjalne – to dla Autorów „Oceny…” (a tym samym dla naszych parlamentarzystów V Kadencji Sejmu, którzy ten dokument przyjęli) jedynie interesujące tematy badawcze, a nie pojęcia oznaczające konkretne wartości, które powinny stanowić podstawę ustawowego wyznaczania poziomu najniższego wynagrodzenia.

Ocena…” kończy się wnioskami, pośród których najbardziej zaskakujący jest wniosek, w którym czytamy, że:

… nie występuje aktualnie konieczność zmiany dotychczasowych zasad ustalania wysokości minimalnego wynagrodzenia” .

Wniosek ten nie wymaga komentarza, a skutki funkcjonowania przedmiotowej ustawy odczuwamy codziennie…

 

Henryk Lewandowski

, , , .

2 odpowiedzi na „Wynagrodzenie minimalne – refleksje

  1. W Warszawie widać co i jak – http://www.stachurska.eu/?p=2712 , zgroza.

    Piotr Ikonowicz ma do zaoferowania album o polskiej biedzie, przypuszczam że poseł Balicki również (wg dziennika.pl)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *