O płacach w pierwszym Programie NSZZ „Solidarność”

Ostatnie dni roku skłaniają do refleksji. Głównie na temat niepowodzeń i sukcesów w mijającym roku. Tak się jednak stało, że porządkując swoje nieprzebrane zbiory różnych publikacji, trafiłem na Program NSZZ „Solidarność”  uchwalony przez I Krajowy Zjazd Delegatów, a opublikowany (jako dodatek do Tygodnika „Solidarność”) dnia 16.10.1981 roku. Dlatego też kilka zdań poświęcę jednemu kluczowemu zagadnieniu, a mianowicie jak ważne jest jednoznaczne formułowanie celu, jaki zamierza osiągnąć ktokolwiek (także organizacja związkowa, czy nawet państwo) jeśli chce działać skutecznie. Uchybienie tej prakseologicznej zasadzie wyklucza jakąkolwiek ocenę efektów działania, bo – skoro nie wiadomo, jak być powinno – to  osiągniętego wyniku nie ma z czym porównać.

Weźmy dla przykładu postulat, od realizacji którego bezpośrednio zależy standard życia osób pracujących i ich rodzin. W rozdziale IV Programu, zatytułowanym „Ochrona pracy jako podstawowe zadanie Związku” czytamy:

„Podstawową działalnością Związku będzie zabezpieczenie prawa pracownika do pracy, do godnego traktowania go przez pracodawcę, do bezpiecznych i nieszkodliwych dla zdrowia warunków pracy oraz sprawiedliwego wynagrodzenia” .

Dalej, w Tezie 9. czytamy:

„W reformie systemu płac będziemy dążyć do:

– ujednolicenia dodatków do płac,

– wzmocnienia motywacyjnej funkcji płac,

– ustanowienia płacy minimalnej na poziomie połowy płacy średniej, nie niższej niż minimum socjalne*,

– opodatkowanie płac nadmiernie wysokich (propozycja wariantowa),

– włączenie do płac podstawowych dodatków za pracę niebezpieczną, szkodliwą dla zdrowia lub uciążliwą, tak aby dodatki te nie hamowały działań w kierunku poprawy warunków pracy,

– likwidacji akordowego systemu płac.

Komisja Krajowa powoła komisję płacową, której pilnym zadaniem będzie opracowanie projektów reformy systemu płac i układów zbiorowych”.

 

Wprawdzie stan wojenny zablokował realizację tego programu na całe lata, ale NSZZ „Solidarność” miała szansę po 1989 roku zapoczątkować spełnianie spisanych w tym Programie oczekiwań.

Z przytoczonych wyżej fragmentów Programu i użytych sformułowań widać, jak powszechne było „uspokajające bałamucenie”. Wzburzone nastroje społeczne łatwo było załagodzić postulatami mało konkretnymi, wieloznacznymi, co do szans realizacji których nikt – w zasadzie – nie mógł mieć zastrzeżeń, bo nie sformułowano konkretnych (mierzalnych!) kryteriów, z którymi należałoby porównywać realia i stwierdzić, czy i w jakim stopniu program został zrealizowany.

Zarzut „bałamucenia” nie jest błahy. Postaram się wykazać, co upoważnia mnie do takiej oceny tego dokumentu. Oczywiście, na podstawie wyjętych z kontekstu sformułowań trudno sądzić o całości. Jednak ocena całego programu nie jest moim zamiarem, chociażby z tego powodu, iż na tym blogu staram się tematykę poruszaną ograniczyć do zagadnień związanych z kosztami utrzymania rodziny.

Zwróćmy uwagę, że trzeci punkt powyższego fragmentu „reformy płac” brzmi: (będziemy dążyć do)

„– ustanowienia płacy minimalnej na poziomie połowy płacy średniej, nie niższej niż minimum socjalne”.

Sformułowanie to nie jest jednoznaczne, ponieważ nie wiadomo:

1) – co ma być nie niższe od minimum socjalnego: płaca minimalna, czy też płaca średnia (której połowa ma być poziomem docelowym płacy minimalnej)?

2) – czy wspomniane minimum socjalne ma być na poziomie netto, czy brutto?

Ktoś powie, że czepiam się słów! Tak, czepiam się, ale dlatego, że te słowa wyznaczają konkretne kwoty! Pomijam fakt absolutnej niezależności nawet całej płacy średniej od minimum socjalnego. Zwracam jedynie uwagę, iż jeśli płaca średnia ma być nie niższa od minimum socjalnego, to na jakiej podstawie postuluje się, żeby płaca minimalna była określana przez połowę tego minimum, czyli żeby nie wystarczała na utrzymanie rodziny? Czy to jest walka Związku Zawodowego o zapewnienie godnego życia rodzinom pracowniczym? Jeżeli natomiast na poziomie minimum socjalnego miała być określana płaca minimalna (co byłoby najbardziej racjonalne), to po co wspomina się w tym postulacie o połowie płacy średniej? Przecież poziom płacy średniej nie ma nic wspólnego z kosztami utrzymania! Koszty te są funkcją obiektywnych, rynkowych cen oraz naukowo uzasadnionych norm spożycia. Nie zależą od żadnych decyzji, szczególnie od decyzji ekonomicznych**, czy też politycznych. I dlatego właśnie koszty utrzymania mogą stanowić obiektywne kryterium oceny standardu życia polskich rodzin pracowniczych.

Odpowiedź na pytanie drugie, to bardzo brzemienna w skutki alternatywa. Oto przykład: we wrześniu 2013 r. minimum socjalne dla czteroosobowej rodziny pracowniczej (obliczone przez Instytut Pracy i Spraw Socjalnych) wynosiło 3386,79 zł. netto, czyli 4765 zł. brutto. Kwoty te różnią się o 1378 zł.!!! Minimum socjalne określa poziom kosztów utrzymania, czyli musi dotyczyć kwot netto, będących do dyspozycji gospodarstwa domowego. Jeśli natomiast postulaty związkowe byłyby rozumiane dosłownie, to kwoty określone jako minimum socjalne w praktyce byłyby pomniejszane o podatek i obowiązkowe składki (zaznaczam, że ani podatków od wynagrodzeń, ani obowiązkowych składek nie uwzględnia się w określaniu kosztów utrzymania rodzin pracowniczych). Bez uszczegółowienia, czy oczekiwanie dotyczy kwot brutto, czy netto – postulaty Związków Zawodowych mogą stać się przedmiotem manipulacji (która wymienioną przykładowo wyżej kwotę minimum socjalnego 3386,79 zł. zmniejszy o 960,35 zł. (podatek, składki na ZUS, ubezpieczenie zdrowotne itp.), czyli do kwoty 2426,44 zł.).

Wszystkie powyższe uwagi dotyczą sformułowań użytych w pierwszym programie NSZZ „Solidarność”. Jednak wbrew pozorom problematyka ta jest nadal bardzo aktualna! Związki Zawodowe dziś także formułują postulaty niejednoznaczne, a parlamentarzyści nie są m. in. przez Związki Zawodowe przekonani o potrzebie pilnej rewizji fatalnego systemu wynagrodzeń, którego skutkom poświęciłem na moim blogu nieco miejsca***.

Oby w Nowym, 2014 Roku nastąpiła zasadnicza zmiana nie tylko w formułowaniu i uzasadnianiu postulatów pracowniczych, ale także (przynajmniej) w zapoczątkowaniu ich wdrażania.

Henryk Lewandowski (30 grudnia 2013)

PRZYPISY:

*) „Minimum socjalne – wskaźnik określający koszty utrzymania gospodarstw domowych na podstawie „koszyka dóbr” służących do zaspokojenia potrzeb bytowo-konsumpcyjnych na niskim poziomie. Przyjęte składniki koszyka wystarczają nie tylko dla podtrzymania życia (porównaj: minimum egzystencji), lecz dla posiadania i wychowania dzieci, a także dla utrzymania minimum więzi społecznych. Do pierwszej grupy składników zaliczają się wydatki na mieszkanie, żywność, odzież, obuwie, ochronę zdrowia i higienę; do drugiej grupy – koszty komunikacji i łączności (np. dojazdy do pracy), wydatki na kształcenie i wychowanie dzieci, na kontakty rodzinne i towarzyskie oraz skromne uczestnictwo w kulturze. Jest to więc model zaspokajania potrzeb na poziomie „minimalnego dobrobytu”. Minimum socjalne nazywane jest też „granicą wydatków gospodarstw domowych, mierzącą godziwy poziom życia”.

Porównaj: http://pl.wikipedia.org/wiki/Minimum_socjalne

**) Pomijam tu problem dotacji unijnych do rolnictwa, które w pewnym sensie mają wpływ na ceny żywności.

***) Zob.: http://henryk-lewandowski.blog.onet.pl/2012/03/31/wazniejsze-skutki-niskich-wynagrodzen-za-prace-przyklady/  

, , .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *