|
Dziś, 31 maja o godz. 15.30 udamy się pod ambasadę Izraela, żeby potępić zbrodnię jakiej dopuściło się izraelskie wojsko na cywilnym konwoju humanitarnym płynącym na pomoc ludności w Strefie Gazy . W wyniku ataku na konwój zginęło 19 cywilnych aktywistów. Jest to zbrodnia wojenna i jako taka powinna być osądzona według międzynarodowych praw i standardów. Jeśli społeczność międzynarodowa i polskie władze nie podejmą stosownych kroków i sankcji w celu osądzenia zbrodni i zadośćuczynienia ze strony Izraela lecz potraktują Izrael jako wyjątek, któremu wszystko wolno, to hańba okryją siebie i prawo międzynarodowe. Z tym przesłaniem idziemy pod ambasadę państwa, które od lat jest okupantem i agresorem. Barbarzyństwu należy powiedzieć STOP. Niżej relacja z portalu Wirtualna Polska  Izraelscy żołnierze transportują rannych (fot. AFP) NPB("004"); NPB("007"); NPB("008"); NPB("010"); NPB("011"); NPB("012"); NPB("013"); NPB("017"); 19 osób zginęło na skutek ataku izraelskich okrętów wojennych na konwój sześciu statków z pomocą humanitarną dla Strefy Gazy - poinformowała agencja Reutera. Na jednym ze statków znajdowała się Ewa Jasiewicz z Ruchu Wolna Gaza i redakcji polskiej "Le Monde diplomatique" - poinformował redaktor naczelny miesięcznika, Przemysław Wielgosz. Określił on izraelską operację "aktem barbarzyństwa i piractwa". Unia Europejska wezwała do przeprowadzenia śledztwa w tej sprawie. Z doniesień wynika, że izraelska marynarka otoczyła wszystkie statki konwoju, ale dokonała abordażu tylko na jeden z nich. Według arabskiej telewizji Al Jazeera, do zdarzenia doszło na wodach międzynarodowych, 65 km od brzegów Strefy Gazy. Akcja zakończyła się przejęciem jednostek. Osoby, które miały płynąć na statkach, przeszły szkolenie, jak zachowywać się wobec izraelskich żołnierzy nie używając przemocy Przemysław Wielgosz, Le Monde Diplomatique Izraelska telewizja podała, że w wyniku operacji zginęło 19 aktywistów. Wcześniejsze doniesienia mówiły nawet o 26 ofiarach śmiertelnych, a według organizacji pomocowej "Flotylla Wolności", w ataku zginęło 16 osób. 15 z nich to Turcy, narodowość jednej ofiary jest nieznana. Jak pisze agencja Reutera, bilans ofiar może być większy, gdyż izraelscy komandosi, którzy wkroczyli na statki z pomocą, dokonują przeszukań i spotykają się z ostrym sprzeciwem ze strony propalestyńskich działaczy. Konwój składał się z dwóch statków transportowych, promu i trzech jachtów. W niedzielę rano opuścił terytorialne wody cypryjskie. Statki prowadziła turecka jednostka z 600 osobami na pokładzie. Izrael od początku zapowiadał, że nie pozwoli dotrzeć statkom do rządzonej przez radykalny palestyński Hamas Strefy Gazy. Na pokładzie jednego ze statków znajdowała się Ewa Jasiewicz, obrończyni praw człowieka polskiego pochodzenia, która urodziła się w Londynie. Około trzech godzin przed wydarzeniem rozmawiała telefonicznie z Przemysławem Wielgoszem. - Mówiła, że spodziewają się uderzenia, bo Izrael już wcześniej atakował międzynarodowych aktywistów - wyjaśnia Wielgosz w rozmowie z Wirtualną Polską. - Potem izraelska armia zablokowała połączenia satelitarne - mówi dziennikarz.
Agresywni aktywiści? Armia Izraela oświadczyła, że komandosi zostali ostrzelani i zaatakowani nożami. Do strzelaniny doszło, gdy aktywiści próbowali odebrać komandosom broń. Co najmniej czterech żołnierzy zostało rannych. "Komandosi marynarki wojennej przejęli sześć statków, które chciały naruszyć blokadę morską (Strefy Gazy). Podczas przejęcia żołnierze spotkali się z fizyczną przemocą ze strony działaczy, którzy zaczęli do nich strzelać z ostrej amunicji" - podało wojsko. Nie sądzę, żeby doszło do wojny. Jest to natomiast wielka wizerunkowa porażka IzraelaPatrycja Sasnal z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych Tymczasem Przemysław Wielgosz podaje, że aktywiści byli poinstruowani, by nie stosować agresji. - Przed wyjazdem Ewa i inne osoby, które miały płynąć na statkach, przeszły szkolenie, jak zachowywać się wobec izraelskich żołnierzy nie używając przemocy. Umówili się nawet, by nie stosować agresji słownej - mówi redaktor miesięcznika "Le Monde diplomatique". Patrycja Sasnal z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych uważa, że rozwój wypadków zaskoczył nawet samych Izraelczyków, którzy nie planowali aż tak ostrej reakcji. - To na pewno nie miała być akcja, która by się tak zakończyła. Izraelczycy nie zamierzali nikogo zabijać, ale chcieli przechwycić transport - wyjaśnia ekspertka. Zdaniem Sasnal, ten incydent zaostrzy sytuację na Bliskim Wschodzie, ale nie należy spodziewać się najgorszego. - Nie sądzę, żeby doszło do wojny. Jest to natomiast wielka wizerunkowa porażka Izraela. Wyobrażam sobie, że Stany Zjednoczone tak zareagują, aby uspokoić wszystkie strony - dodała Sasnal. "Barbarzyństwo i piractwo" - Aktywiści (...) nie przypuszczali, że rząd Izraela posunie się do tak jaskrawego aktu barbarzyństwaPrzemysław Wielgosz Aktywiści, którzy organizowali rejs nie przypuszczali, że rząd Izraela posunie się do tak jaskrawego aktu barbarzyństwa. W dodatku jest to przejaw piractwa morskiego, ponieważ wszystko wydarzyło się na wodach międzynarodowych - ocenia Przemysła Wielgosz. Aneta Jerska z Polskiej Kampanii Solidarności z Palestyną uważa, że atak Izraela to złamanie prawa międzynarodowego i zbrodnia przeciwko cywilom. Jerska podkreśliła, że na pokładzie tureckiej jednostki nie było niedozwolonych produktów, a ładunek był sprawdzany w kilku portach - w Irlandii, na Krecie i Cyprze. Statki wiozły 10 tysięcy ton pomocy, w tym cement, materiały budowlane, elektryczne wózki inwalidzkie i oczyszczalnie wody. Jerska poinformowała również, że organizatorzy akcji nie mają kontaktu z działaczami. Aktywiści mieli trafić do specjalnego aresztu w Aszdod. Ci, którzy nie zgodzą się na deportację, zostaną zatrzymani. Nie wiadomo, co stało się z osobami, które zostały ranne. Także Turcja ostro potępiła izraelski atak na konwój sześciu statków z pomocą dla Strefy Gazy. Ministerstwo Spraw Zagranicznych w Ankarze nazwało atak działaniem "nie do zaakceptowania". Według strony tureckiej, na pokładzie statków znajduje się 10 tysięcy ton ładunku pomocy humanitarnej - zapasów i sprzętu oraz 750 aktywistów z Irlandii, Grecji i Turcji. |