WIĘZIENIE ZAMIAST CUKRU PDF Drukuj Email

Pożar przestarzałej, zamkniętej już cukrowni

 

Droga ku lepszej przyszłości

W Opolu Lubelskim zlikwidowano wprawdzie cukrownię, ale i tak jest wspaniale, bo za to otwarto nowiutkie więzienie. Będzie teraz można pozamykać tam bezrobotnych.

 

Kiedy w lubelskiej TV Info naczelnik nowego więzienia mówił, jaką to inwestycją i szansą dla Opola Lubelskiego jest nowy zakład karny, wywołało to we mnie poważny dysonans poznawczy. To mądre słowo – „dysonans” oznacza mniej więcej niezgodność zasłyszanej informacji z tym, jak postrzegamy rzeczywistość. Wywołało we mnie też poważny niesmak, mówienie o szansach dla społeczności lokalnej, jakie daje wybudowanie zakładu karnego. Ktoś powie, że się czepiam. Przecież skoro są przestępcy, to potrzebne są i więzienia. Może i tak. Jednakowoż budowanie takich placówek trudno nazwać sukcesem. Jest to raczej smutną koniecznością, wynikającą z patologii mikrosystemów społecznych i niewydolności systemu całego społecznego. W końcu trzymanie ludzi w zamknięciu, jak hodowlane zwierzęta, nie jest zbyt przyjemna stroną życia w społeczeństwie. No, ale skoro na razie nie wymyślono innej możliwości odizolowania i resocjalizowania jednostek niebezpiecznych dla otoczenia, to niech będzie, że i więzienie trzeba od czasu do czasu wybudować. Jest w tym jednak wielka ironia, że w miesicie likwiduje się największy zakład pracy, jakim była cukrownia, odbierając wielu ludziom źródło utrzymania, dając w zamian zakład karny. To tak jakby powiedzieć: „teraz was tam pozamykamy”. W końcu nie jest żadną nowością, że istnieje bezpośredni związek między bezrobociem a przestępczością. To właśnie społeczeństwa, w których jest duże bezrobocie, bieda i nierówność stanowią najlepszy grunt dla wszelkiego rodzaju patologii, których finałem staje się wejście w konflikt z prawem i zasadami życia społecznego. Demoralizacja wywołana bezrobociem jest stanem ogarniającym całą osobowość człowieka. Utrata pracy, bez możliwości podjęcia innej to nie tylko utrata zarobku, to także wydarzenie wywołujące w psychice człowieka wiele poważnych następstw. Wystarczy wymienić społeczne wykluczenie, utratę sensu życia i wiary w siebie i stopniowe popadanie w życiową bezradność.

Więcej…
 
NIECH ZAGRAJĄ W ROSYJSKĄ RULETKĘ PDF Drukuj Email

fot. z filmu "Kasyno" w reż. Martina  Scorsesse

 

            „Afera hazardowa” jest brudna co do swej istoty. Szkoda długich dochodzeń i denerwowania tym ludzi. Skoro chodzi o nieporozumienia w grach hazardowych jak ulał pasuje rozstrzygnięcie ich za pomocą gry w rosyjską ruletkę.

            Cała ta afera jest niemoralna od samych podstaw, ponieważ dotyczy pieniędzy wyłudzanych w majestacie prawa – dochodów z hazardu. Kiedy połowa społeczeństwa znajduje się na granicy ubóstwa jest coś perwersyjnego i groteskowego w szastaniu pieniędzmi na grę, tylko po to by poczuć dreszczyk emocji. Kasyna są w każdym mieście. W każdej knajpie, ba, nawet niektórych  sklepach spożywczych poustawiane są automaty, krzyczące „ poczujesz adrenalinę, zdobędziesz kasę na zachcianki ”.  Jest to jawna kpina z ludzi, którzy co dzień zastanawiają się czy zaoszczędzić na jedzeniu czy na lekach, opłacić czynsz czy kupić wreszcie dziecku buty.

            Hazard jest jednym z najbardziej próżniaczych i bezproduktywnych sposobów tracenia pieniędzy. Bardziej bezproduktywne byłoby tylko spalenie ich. Trudno sobie wyobrazić większy zbytek, coś bardziej niepotrzebnego, co oferuje cywilizacja. Drugim aspektem hazardu jest bazowanie na najbardziej prymitywnych motywach – chęci grabieży i łatwego zysku kosztem innych.

Więcej…
 
SPRZEDAM WĘGIEL, MIEDŹ ZASTAWIĘ, A AFGAŃCÓW PODBIĆ MUSZĘ PDF Drukuj Email

            SPRZEDAM WĘGIEL, MIEDŹ ZASTAWIĘ, A AFGAŃCÓW PODBIĆ MUSZĘ

 

Trzeba sprywatyzować do końca Bogdankę i KGHM, żeby mieć pieniądze na ratowanie budżetu, bo potrzeby społeczeństwa są duże. Społeczeństwo polskie musi łożyć choćby na okupację Afganistanu. Jest jeszcze wielu Afgańczyków do zabicia. Może uda się kupić jeszcze jakieś złomowane samoloty w USA. Dobrze, że załogi prywatyzowanych przedsiębiorstw to rozumieją i bardzo nie protestują.

 

            Nie można mieć złudzeń, wojna kosztuje. Za okupację Iraku społeczeństwo Polskie zapłaciło grubo ponad miliard złotych. Płaciliśmy za to, żeby „siły stabilizacyjne” mogły bezkarnie rujnować kraj i zabić kilkaset tysięcy ludzi. Pan Kwaśniewski wysłał do Iraku wojsko, bo jak zapewniał Pan Cimoszewicz, Polska może zyskać dostęp do pól naftowych. Krótko mówiąc cała ta tzw.„lewicowa” ekipa uznała, że warto przelewać krew, głównie niewinną, za ropę. Pan Tusk w porę zorientował się, że napaść na Irak była pomysłem szalonego prezydenta Busha i wojska stamtąd wycofał, po czym natychmiast wszystkie siły rzucił do Afganistanu. Zmieniło się tylko to, że zamiast za zabijanie Irakijczyków, płacimy za zabijanie Afgańczyków.

Więcej…
 
NASZA BIEDA PDF Drukuj Email

 

Piękny, gładki asfalt kończy się w momencie przekroczenia granicy Rzeczypospolitej. Tutaj też zaczyna się nasza polska bieda – odrażająca i tandetna niczym dziurawa szosa po lechickiej stronie „hranicy”

   Olešnice v Orlických Horách. Mała przygraniczna mieścina gdzieś na północy Republiki Czeskiej. Na okalających Olešnice pięknie przygotowanych trasach rowerowych w lecie spotkamy poszukujących ciszy i sudeckich widoków turystów, miejscowe rodziny oraz najliczniejszą chyba grupę górskich łazików - dysponujących czasem, wysportowanych czeskich emerytów. Zimą ci sami ludzie z pasją drepczą tędy na „bieżkach”. Autochtonom opłaca się prowadzić małe knajpki, gdzie za niewielkie pieniądze zamoczymy spragnione usta w złotym piwie lub tutejszym przysmaku – kofoli.
   W jesienną, słoneczną sobotę miejsca w rozsianych po zabytkowym ryneczku knajpkach są zajęte. Tutaj spotykają się mieszkańcy – ot taka świecka tradycja. Nikt jej nie krytykuje, nikt nie chce burzyć, nikomu ona nie przeszkadza. Dzwon zabytkowego kościoła wyznacza południe, pora na knedliki bądź smažený sýr z frytkami. Czas w tym miejscu płynie jakby wolniej a przynajmniej inaczej niż 5 kilometrów dalej w również przygranicznym Lewinie Kłodzkim. Do położonej na południu Polski, niewielkiej mieściny z Czech dojedziemy wąska asfaltową drogą. Dziś już nie są potrzebne tablice graniczne, zbyteczne stały się szlabany. Mieszkańców obydwu miejscowości dzieli jednak praktycznie wszystko.
   Piękny, gładki asfalt kończy się w momencie przekroczenia granicy Rzeczypospolitej.
Tutaj też zaczyna się nasza polska bieda – odrażająca i tandetna niczym dziurawa szosa po lechickiej stronie „hranicy”. Niekoszone trawniki, rozpadające się chałupy, koń ciągnący na wozie bańki ze zlewkami. Jadąc rowerem mijam miejscowe emerytki. Niezadbane, zapuszczone. Spod dwudziestoletnich, kwiaciastych sukienek wystają grube, sine od żylaków nogi, dodatkowo opięte starymi pończochami. Taszczą ze sklepu torby pełne zakupów. Chleb, margaryna, najtańsza kiełbasa, jakiś kawałek mięsa. Sobotni obiad dla męża i wnuków. Na ich twarzach maluje się złość – tyko na co? Złość na byt, który zafundowała im ukochana ojczyzna. Im, ich dzieciom i teraz także wnukom – o ile te jeszcze nie wyjechały „na zachód” w poszukiwaniu normalności.
Podobnie jak w Czechach, mały lewiński ryneczek jest miejscem spotkań tutejszej ludności. Na próżno jednak szukać klimatycznych, sudeckich knajpek. Miejscowi w sobotni poranek topią swoją biedę w butelkach taniego wina.
Jedynym odremontowanym gmachem jest kościół, za to nad rynkiem króluje spalona pod koniec ubiegłego wieku ruina kamienicy dawnego ratusza. Unia Europejska w naszym, swojskim wydaniu.
Kilkaset metrów dalej piękne samochody oraz wypełnione towarem tiry mkną krajową ósemka w stronę czeskiej Pragi. Tym co przejeżdżający zapamiętają z Lewina Kłodzkiego jest rozciągający się nad szosą, monumentalny poniemiecki wiadukt kolejowy oraz smród z przestarzałej, niespełniającej jakichkolwiek norm oczyszczalni ścieków.
   Nie sposób zrozumieć skąd bierze się ów bolesny kontrast pomiędzy dwoma przygranicznymi miejscowościami. Pod względem geograficznym, demograficznym a nawet architektonicznym są one prawie identyczne. Być może rozwiązanie zagadki znajdziemy kilkaset kilometrów dalej w Warszawie, gdzie przy ulicy nomen omen Wiejskiej „ojce narodu” rozdzielają pieniądze. Na daleką prowincję trafiają jedynie ochłapy z pańskiego stołu szumnie zwane „subwencją wyrównawczą”. Tylko co tu wyrównywać? Przecież to my Dolnoślązacy wypracowujemy lwią część tzw. produktu narodowego i to niestety nam przyszło wyrównywać to co w innych województwach roztrwonili politycy.

Paweł Bolek

 
Sztuczny horyzont PDF Drukuj Email

    fot. Krzysztof Ciemny

         Kłamstwo stało się tak oczywistym prawem i przywilejem polityków, że nikogo już nie dziwi. Ba, nawet oczywiste kłamstwa nie stają się powodem do spadku wskaźników popularności polityków. Nie chodzi już o to by nie kłamać, lecz o to, kto kłamie zręczniej, z większym wdziękiem. Jednak kłamstwa takie jak zapewnienie premiera, że Katarczycy będą budować u nas statki czy, że w przypadku gdyby nie zechcieli odwołany zostanie minister, to są drobiazgi. Największe kłamstwo to pracowicie tworzona wizja rzeczywistości, która do złudzenia przypomina ów sztuczny horyzont w filmie Juliusza Machulskiego „Seksmisja”. Pamiętam jak po stanie wojennym po wyjściu z kina gdzie pokazywano „Seksmisję” dał się słyszeć sygnał dźwiękowy dziennika telewizyjnego i ktoś trafnie zauważył: „Zakładają sztuczny horyzont”.
Dziś, występujący w telewizji dziennikarze zarabiają bardzo dużo, podobnie jak politycy, analitycy giełdowi i biznesmeni, których zapraszają. Wspólnie tworzą oni wizję „nowego wspaniałego świata” powszechnego sukcesu, zamożności i zadowolenia. Wirtualna rzeczywistość kreowana przez tych ludzi po części wynika z ideologicznego zaczadzenia nakazującego ślepą wiarę w słuszność nowego ustroju: „Skoro kapitalizm jest dobry w odróżnieniu od socjalizmu, który był zły, to musi on ludzi uszczęśliwiać”. Równie ważny jest tu jednak fakt, że ludzie ci są prawie całkowicie wyalienowani z reszty społeczeństwa. Twórcy tej zbiorowej fatamorgany dobrobytu przypominają bohaterów reklam, którzy nieodmiennie konsumują wszystko od cukierków po proszek do prania i podpaski w otoczeniu luksusowych willi i apartamentów.
Bieda, wykluczenie, wyzysk pojawiają się w mediach jako egzotyka, coś podobnego do reportaży z dorzecza Orinoko. Normą jest dla dziennikarzy to, że latem wszyscy jeżdżą na urlopy. Normę, więc wyznacza zdecydowana mniejszość, której się powiodło. Ta większość, która pracuje na okrągło po kilkanaście godzin na dobę, a o urlopie może sobie tylko pomarzyć. Bo to już było, za PRL… Ta większość jest anomalią, która nie potrafi się dostosować do normatywnej rzeczywistości kreowanej przez elity.
Zwykły obywatel atakowany takim komunikatem przeżywa nieustająca traumę. Skoro system jest znakomity i wszystkim wokół się dobrze powodzi, to coś ze mną jest nie w porządku, myśli sobie statystyczny Kowalski. To wielkie kłamstwo, to odwracanie kota ogonem ma zmusić ludzi i w dużej mierze zmusza, do uwierzenia, że oni, stanowiący większość społeczeństwa są sami sobie winni, jeżeli nie dają sobie rady z płaceniem rachunków, rat kredytu, nie stać ich na leczenie zębów czy ratowanie życia najbliższym, gdy przyjdzie jakaś poważna choroba.
Dla eksmitowanych, wyrzucanych z pracy, głodnych i ubierających się w lumpeksach i na bazarach, świat wirtualny ma, co najwyżej litość, ale nie zrozumienie. Gdyby, bowiem zechcieć wyjaśnić rzetelnie przyczyny tych wszystkich cierpień i niepowodzeń, trzeba by postawić kwestie sprawiedliwszego podziału dochodu narodowego. O tym jednak nie może być mowy. Dlatego minister Grad w przemówieniu sejmowym musi szczuć współobywateli na zwalnianych stoczniowców za to, że nie przyjmują ofert pracy, z których inni by się bardzo ucieszyli. Za to, że dostają po 40 0000 złotych odprawy, kwoty, która wynędzniałym rodakom wydaje się bajońska. Chluba polskiego przemysłu, najwyżej wykwalifikowana część klasy robotniczej, bohaterowie walki o demokrację, staja się raptem na tyle niewygodni, gdy przychodzi czas na ich zezłomowanie, że trzeba z nich zrobić leni i obiboków, roszczeniowych warchołów o skomunizowanej świadomości.

Więcej…
 
<< Początek < Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 Następna > Ostatnie >>

Strona 7 z 27

Przeczytaj

O nas - Français
Dépolitisation de masse et disparition de la gauche - Analyse du cas polonais depuis 1989
Administrator - poniedziałek, 19 lipiec 2010
Dépolitisation de masse et disparition de la gauche- Analyse du cas polonais depuis 1989-------------------------------------------------------------------------------------------------------------De...
Nowa Lewica, Powered by Joomla! and designed by SiteGround web hosting