|
Haiti, Obama i ptaki wolności |
|
|
|

Wenezuelskie państwowe media przedstawiły swoją teorię trzęsienia ziemi na Haiti. Hugo Chavez powtarza za częścią naukowców, że tragedia mogła zostać wywołana przez amerykański projekt HAARP (High Frequency Active Auroral Research Program), uważany za system broni geofizycznych mających wywoływać destruktywne "katastrofy naturalne". Chavez opiera swoją teorię na raportach z badań Rosyjskiej Floty Północnej. Z tych dokumentów ma wynikać, że jest "więcej niż prawdopodobne", że Stany Zjednoczone posiadały "pełną wiedzę" o tym, że próby przeprowadzane w ramach HAARP doprowadzą do katastrofy na Haiti. Z tego też powodu USA miały rozmieścić flotę pod dowództwem generała Ken Keena jako element przygotowań do inwazji. W marcu 2000 r. 60 Haitańczyków wsiadło do łodzi i wypłynęło. Jak się okazało na śmierć. Zatonęli, bo jako rolnicy uprawiający ryż stracili źródło utrzymania po tym jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy zakazał rządowi Haiti subsydiowania produkcji ryżu. Jednak ten sam MFW „zapomniał” zakazać subsydiowania produkcji ryżu rządowi USA. W związku z tym Haiti importuje ryż ze Stanów Zjednoczonych. To pierwsze to pewnie element teorii spiskowej. Trudno w to uwierzyć. Podobnie jak trudno uwierzyć w to, że to nie Al.-Kaida, ale służby specjalne USA doprowadziły do zawalenia się wież WTC. Jednak epizod sprzed 10 lat jest niewątpliwie prawdziwy i on o wiele więcej wyjaśnia. To za sprawą opisanego tu mechanizmu Haiti jest jednym z najbiedniejszych państw świata. Trzęsienie ziemi zmusiło świat, aby spojrzał w tę czeluść nędzy, w jaką kraje takie jak Haiti wtrąca światowy system polityczno-gospodarczy. W MFW decyduje sześć państw, a zwłaszcza Amerykanie. To właśnie taki mechanizm podboju i dyktatu ekonomicznego, który nieposłusznych każe bombardować i okupować, sprawia, że nie ma tak strasznej, horrendalnej rzeczy o Amerykanach, w którą duża część światowej opinii publicznej nie byłaby w stanie uwierzyć. To oni i ich armia stoi na straży porządku światowego, którego demokratyczny charakter budzi tyle wątpliwości co ironicznych uśmiechów. Bo obok MFW, gdzie decyzje sześć państw jest instytucja bardziej jeszcze „demokratyczna”, Bank Światowy, w którym decyzje podejmuje już osiem państw. Największa jednak demokracja panuje w Światowej Organizacji Handlu, której statut stanowi, że decyzje podejmuje się w niej w demokratycznym głosowaniu. Szkopuł jednak w tym, że w tej organizacji nie odbyło się w całej jej historii ani jedno głosowanie. Owszem jeszcze, kiedy nazywała się GATT a nie WTO głosowano raz, ale najwidoczniej nie było to dobre doświadczenie, bo już nigdy później go nie powtórzono. Ktoś powie, co z tego, skoro mamy przecież ONZ. A tam jesteśmy wszyscy. Tak i nie. Zgromadzenie Ogólne, które zrzesza wszystkie państwa nie podejmuje decyzji tylko rekomendacje. A za światowy pokój odpowiada Rada Bezpieczeństwa. Organ zrzeszający wszystkich największych producentów i eksporterów broni. No to co, powiedzą poważni komentatorzy polityczni. Może demokracja światowa nie jest jeszcze doskonała, ale mamy przecież Obamę. On stojąc na czele „wolnego świata” zapewni pokój i dobrobyt. Zapytany o to, jakiej rady udzieliłby Barackowi Obamie, Eduardo Galeano, wybitny pisarz urugwajski, zasugerował, by Obama wyzbył się brzydkiego obyczaju amerykańskich przywódców i przestał powtarzać w kółko słowo „leadership” (przywództwo) i zamienił je na „friendship” (przyjaźń). Według mnie Obama nie jest wcale Murzynem. Jest biały i jest do tego rasistą. Tylko bowiem biały rasista jest w stanie wysłać jeszcze więcej wojsk do Afganistanu. Eduardo Galeano napisał „Otwarte żyły Ameryki Łacińskiej”. Książkę, którą Hugo Chavez podarował Obamie z okazji wyboru na prezydenta USA. Bycie urugwajskim, lewicowym pisarzem pozwala patrzeć na USA w szczególny sposób. Tak się bowiem składa, że w okresie dyktatury wojskowej wspieranej przesz Stany Zjednoczone co 55 Urugwajczyk był torturowany, a torturujący otrzymali szkolenie od amerykańskich służb specjalnych. W owym czasie więzienie, w którym przetrzymywano „politycznych”, opowiada Galeano, nazywało się, choć trudno uwierzyć, „LIBERTAD” (co po hiszpańsku znaczy „wolność”). W tym więzieniu nie wolno było gwizdać, śpiewać, pozdrawiać się i rozmawiać, rysować par, kobiet w ciąży, ani ptaków. Do tego więzienia trafił pewien nauczyciel za to, że jak się wyraził aresztujący go oficer policji politycznej „miał ideologiczne idee”. Ów nauczyciel miał pięcioletnią córkę, która odwiedziła go w więzieniu i przyniosła ze sobą rysunek ptaków. Oczywiście cenzor podarł rysunek, bo ptaki były zakazane. Na następne widzenie dziewczynka przyniosła rysunek drzew. Ponieważ drzewa nie były zakazane, pozwolono jej go wnieść. Ojciec zachwycał się rysunkiem córki, ale zapytał: A co to są te kolorowe kręgi wśród gałęzi, czy to owoce, może pomarańcze?” „Cicho głupi”, odrzekła córkę. „Nie widzisz, że to są oczy? To są oczy ptaków, które dla ciebie przemyciłam”. Może książka to za dużo. Może wystarczy podarować Obamie rysunek z ptakami?
Piotr Ikonowicz
|
|
|
Haiti: zanim ziemia się zatrzęsła |
|
|
|
 W marcu 200 r. 60 Haitańczyków wsiadło do łodzi i wypłynęło. Jak się okazało na śmierć. Zatonęli, bo jako rolnicy uprawiający ryż stracili źródło utrzymania po tym jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy zakazał rządowi Haiti subsydiowania produkcji ryżu. Jednak ten sam MFW „zapomniał zakazać subsydiowania produkcji ryżu rządowi USA. W związku z tym Haiti importuje ryż ze Stanów Zjednoczonych.
|
|
BIAŁA KARTA CZYLI CZERWONA KARTKA – BUNT MAS WEDŁUG SARAMAGO |
|
|
|
|
 Dlaczego „Miasto białych kart” przetłumaczono na polski dopiero po 5 latach? Dlaczego książka nie miała promocji takiej, jaką mają zwykle książki noblistów, bo patronatu medialnego nie objęła ani Polityka, ani Wprost, ani Gazeta Wyborcza? Dlaczego nie wykryto sprawy zabójstw Kennedych? Bo to wszystko obnaża mechanizmy władzy. „Miasto białych kart” jest pierwszą powieścią Jose Saramago o tak wyraźnym charakterze ideologicznym i politycznym. Co prawda już „Rok śmierci Richardo Reissa” nosi znamiona powieści politycznej, ale ten polityczny charakter polega na rozliczaniu salazarowskiej przeszłości Portugalii, co nie jest niczym nadzwyczajnym w literaturze światowej, bo literatura każdego narodu ma w swoim dorobku takie dzieła, co sprawia, że owe dzieła polityczne, są polityczne jedynie w znaczeniu historycznym. Bo do bolesnej przeszłości się po prostu, nawet mimo woli, wraca. Ponadto „Rok śmierci Richardo Reissa” nie jest książką udaną. Nazwisko autora obiecywało więcej. „Miasto białych kart” tę obietnicę spełniło z nawiązką. Jest to powieść kompletna, w której objawia się cały kunszt i światopogląd autora. Zawiera wszystko to co czyni dorobek Jose Saramago niepowtarzalnym. Moralitet, groteskę, przewrotny humor i ostrą satyrę. Do tego thrillerowe napięcie i typową dla kryminału tajemnicę. Zawiera elementy utopii, o wiele bardziej prawdopodobnej niż utopie klasyczne i antyutopii, o wiele łatwiejszej do wyobrażenia niż „Nowy wspaniały świat”, „Pianola” czy sławny „Rok 1984” Czy jest też manifestem politycznym? Jest czymś więcej. Nie może być ostrzeżeniem dla wyobcowanej władzy, bo taka władza, zgodnie z własną logiką przesłania powieści nie może zrozumieć, a to przesłanie jest jak wrzask dziecka z baśni Andersena: „Król jest nagi”. Nagość czyni bezbronnym, Saramago obnażając władzę mówi: „macie ich wystawionych do strzału”. To więcej niż manifest polityczny. To wskazanie drogi buntu. |
|
Więcej…
|

W przeddzień świąt kupowałem coś w dużym sklepie. Klient przede mną robił awanturę z powodu powolnej obsługi. Stwierdziłem, że mimo wzmożonego ruchu świątecznego firma oszczędza na kosztach personelu i nie zwiększyła obsady kas. Wtedy awanturnik stwierdził z chytrym uśmieszkiem: „Ale dzięki temu, my możemy kupować taniej.” Klient był skłonny „pojechać” po personelu, który już ledwo zipiał, ale na krytyczną wzmiankę o korporacji handlowej zareagował w sposób z góry zaprogramowany: „Niech ich męczą, niech zmuszają do bezpłatnych nadgodzin, byłem ja mógł kupić tanio”. Z zadowoleniem stanął po stronie potężnej korporacji przeciwko kasjerce, bo łyknął kit, że korporacja ją dręczy dla jego dobra i uznał, że to jest jak najbardziej w porządku. Facet krezusem nie był, bo właśnie próbował kupić żelazko na raty. Na jego kosztach pracy też, więc ktoś oszczędza. Jeżeli wszyscy zgodzą się, że ceną za niskie ceny jest niska cena ich pracy, to nawet te niskie ceny okażą się za wysokie dla nich i żelazko też będą musieli nabywać na raty. Cenę pracy wyznacza rynek. Rosnące bezrobocie ją obniża. Próba wyznaczania tej ceny przez pracowników będących w sporze z pracodawcą to istota działalności związków zawodowych, które właśnie konają na naszych oczach. Korporacja handlowa, która towar sprzedaje i ta, która go wytwarza wyznacza jego cenę nie jako sumę kosztów, tylko na poziomie określonym cenową elastycznością popytu. Sprzedają za taką cenę, która zapewnia największe zyski. Chodzi o to, by iloczyn marży zysku przez ilość sprzedanego towaru był jak najwyższy. Zważywszy na śmiesznie niską cenę pracy zyski korporacji są zawrotne, ale nie nieograniczone. Od pewnego poziomu cen sprzedaż zaczyna gwałtownie spadać i marża na jednostkowej sprzedaży, która rośnie nie kompensuje straty wynikłej z małego obrotu. Mówiąc prościej, analitycy firmy symulują zyski przydanej cenie w zależności od tzw. Efektywnego popytu, czyli ilości towaru, który uda się sprzedać przy takiej a nie innej cenie (marży zysku). Cenę, więc ustala się na poziomie, na którym zysk będzie największy. Gdy zostanie to już wyliczone uczestniczący w rynku wielcy gracze, czyli korporacje mające w tym rynku największy udział ustalają wspólnie ceny na wyznaczonym, optymalnym dla nich poziomie. W nauce ekonomii te praktyki nazywają się oligopolem i są powszechne. Każde obniżenie ceny wytworzenia czy wprowadzenia na rynek towaru (reklama), to czysty zysk korporacji, który nie wpływa na cenę, ustalaną w sposób wyżej opisany. Naiwne przeświadczenie, że obniżenie kosztów przekłada się na cenę oferowanego towaru wynika z propagandy wolnego rynku. Ludzie wciąż wierzą, że takie firmy jak Sony, Panasonic, Microsoft czy Coca-Cola konkurują ze sobą cenowo. Gdyby tak było rozumowanie oparte na wierze, że obniżka kosztu powoduje automatyczny spadek ceny i ulgę dla kieszeni klienta byłoby uzasadnione. Tak jednak nie jest już bardzo dawno. Wielka korporacja kontroluje samodzielnie lub z kilkoma innymi rynek światowy, ceny zaopatrzenia i zbytu. Stosuje planowanie i politykę cenową. Klienci, konsumenci na żadnym etapie o niczym nie decydują. Kupują to i tyle ile zaplanuje korporacja, po cenie, którą korporacja wyliczy jako optymalną. Kropka. Reszta to korporacyjna propaganda. Drobna utarczka słowna w sklepie ze sprzętem AGD pokazuje jednak inny, jeszcze bardziej subtelny sposób zniewalania człowieka występującego zwykle w podwójnej roli, klienta (konsumenta) i pracownika. Żeby zaakceptował system, który go w obu tych rolach ciągle kantuje i wyzyskuje, trzeba mu wmówić, że to dla jego dobra. Trzeba te kłamstwa powtarzać tak często i konsekwentnie aż staną się oczywistościami, sądami obiegowymi, czy wręcz dogmatami, których nie trzeba uzasadniać. I żeby nikomu nie przyszło do głowy, że towary mogą być tańsze inaczej niż kosztem płacy pracowniczej, np. kosztem pomniejszenia gigantycznych zysków korporacji. Kiedyś we frankistowskiej jeszcze Hiszpanii kupiłem główkę sałaty za sześćdziesiąt cztery pesety. W sałacie był liścik od rolnika: „Pośrednik zapłacił mi za tę sałatę 8 peset, ciekawe ile od pana zdarł”. Kto jeszcze sądzi, że jak się rolnikowi da siedem a nie osiem za sałatę, to w sklepie sałata stanieje?
Piotr Ikonowicz
|
|
Żebyśmy wiedzieli o czym mówimy:
UE obiecuje przeznaczyć na walkę z globalnym ociepleniem 10 miliardów dolarów czyli równowartość 0,5% globalnych wydatków na rozrywkę i media, 0,7% amerykańskich wydatków wojskowych w 2008 i 1,4% wydatków na wykupienie złych długów amerykańskich banków.
W perspektywie mamy następujące wydatki :
2 biliony USD : Globalne wydatki na rozrywkę i media w 2011 1,46 biliona USD : Globalne wydatki wojskowe w cenach z 2008, które wciąż dalej rosną 700 miliardów USD : wykup amerykańskich złych długów bankowych 144 miliardy USD w 2011 : Globalne wydatki w sektorze hazardowym wobec 101,6 miliarda w bieżącym roku Wzrost z 210 do 665 miliardów USD : Globalnych kosztów wynikających z nadużywania alkoholu 141 miliardów USD w 2012 : Globalne wydatki na sport |
|
|
|
|
<< Początek < Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 Następna > Ostatnie >>
|
|
Strona 1 z 25 |